O autorze
Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego; sędzia w latach 70-tych; delegat na I Krajowy
Zjazd „Solidarności” - współautor projektu Posłania do Narodów Europy Wschodniej, internowany w stanie wojennym; senator I i II kadencji, współzałożyciel Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, współautor reform administracji publicznej w latach 90-tych; sędzia Trybunału Konstytucyjnego (prezes w latach 2006-08); obecnie nauczyciel akademicki w Uczelni Łazarskiego - twórca programu pierwszych w Polsce studiów Master in Public Administration; autor licznych publikacji dot. konstytucjonalizmu, administracji publicznej, historii; felietonista „Gazety Prawnej”; członek Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego

Nie przepadam za 3 Maja

Za dniem wolnym od pracy oczywiście tak - i to bardzo, ale za Ustawą Rządową, uchwaloną w dniu 3 maja 1791 r., niestety już nie. Ani za treścią, choć jest tam kilka fragmentów pisanych przepiękną polszczyzną, które zawsze będą zachwycać i chyba nigdy się nie zestarzeją – ani za trybem jej uchwalenia. Powie ktoś: jak to? – mamy nie być dumni z pierwszej w Europie konstytucji, a drugiej po amerykańskiej?

Rzecz w tym, że możemy być raczej dumni z tego co Konstytucja 3 Maja zniszczyła: z Artykułów Henrykowskich, które były nie tylko pierwszą prawdziwą, pisaną konstytucją w Europie, ale w ogóle pierwszą w świecie. To raczej dzień 20 maja 1573 r. powinien być czczony, jako chwila przyjęcia, i to lege artis, niezwykłego dokumentu na Sejmie w Kamionku pod Warszawą (dziś już w granicach Warszawy), stanowiącego fundament polskiego i nie tylko polskiego konstytucjonalizmu. Był to swoistego rodzaju kopernikański przewrót konstytucyjny. Oto nie król dawał narodowi prawa, ale samo obywatele skrzyknęli się, ustawę zasadnicza napisali i wybranemu następnie królowi dali już tylko ją do zaprzysiężenia.

Zachodzę w głowę jak to się stało, że nie potrafiliśmy dotychczas wydobyć na światło dzienne wartości tego dokumentu, a przede wszystkim ukazać jego znaczenia dla Rzeczypospolitej Obojga Narodów i dla europejskiego (czytaj światowego) konstytucjonalizmu – wszak przez ponad dwieście lat stanowił on fundament naszej państwowości i to w formie niezmienionej. Owszem, byli badacze, którzy w Artykułach Henrykowskich widzieli pierwszą w świecie pisaną konstytucję (Sczaniecki, Gierowski, Grodzicki, Sulima Kamiński) – rzecz jednak w tym, ze nie potrafiliśmy tego światu dostatecznie głośno wykrzyczeć, czy sprzedać, a doprawdy jest co… Właściwie ciągle jest co. Ot, chociażby przy okazji wystawy „Pod wspólnym niebem”, która właśnie została przed kilkoma godzinami otwarta na Zamku Królewskim. Ekspozycja wspaniała, wiele rzeczy dotychczas nie oglądanych, szczególnie tych z Zamościa, co więcej – wystawę otwierają nawet Artykuły Henrykowskie. Powinienem więc być całkowicie usatysfakcjonowany, ale nie jestem, ponieważ brak przy nich wzmianki, że pełniła wówczas taką rolę, jaką przypisuje się od ponad dwustu lat konstytucjom właśnie. A była to konstytucja w pełni tego słowa znaczenia i to całe dwa wieki wcześniej.
Czasami mówi się, że Unia Lubelska to pierwowzór Unii Europejskiej. Coś na rzeczy jest. Ale na pewno Dawna Rzeczpospolita była rzeczywistością, która znalazła swoją kontynuację w późniejszych Stanach Zjednoczonych AP. W Ameryce Goślickiego (De optimo senatore) znano już po angielsku w 1733 r., u nas jego działo zostało przetłumaczone z łaciny w całości dopiero kilka lat temu… Przed Konstytucją amerykańską obowiązywały przyjęte niemal wraz z Deklaracją Niepodległości Articles of Confederation and Perpetual Union. Skąd oni wzięli te Aricles? A wielokulturowość? Wielojęzyczność. A pierwszy obywatel z wyboru – czyli prezydent? A imigranci? Tam był dla bieżeńców Dziki Zachód, my mieliśmy Zaporoże.

Ale wróćmy do owej majowej jutrzenki. Cóż takiego ona właściwie zapowiadała? Że będziemy mieli w przyszłości króla dziedzicznego i to nie-Piasta, bo znowu Wettyna, że tym samym ogół szlachty straci prawo wyboru króla, co obiecał jeszcze w 1529 r. Zygmunt I, a co w 1573 r.(też w maju) obywatele zagwarantowali sobie na piśmie po wieczne czasy. Dodajmy do tego utratę przez znaczną część obywateli (tzw. szlachtę gołotę) praw politycznych związanych z aktywnością na sejmikach, czyli w państwie, bo na sejmikach decydowano o wyborze posłów i o instrukcjach dla nich.. Mieszczanie nie otrzymali praw politycznych; przyznano im tylko gwarancje Neminem captivabimus (gwarancja nietykalności bez wyroku sądowego), co było krokiem istotnym, ale już w tamtym czasie zdecydowanie niewystarczającym. Chłopi pozostali niewolnikami, chyba że wcześniej zbiegli za granicę, a teraz zdecydowaliby się wrócić na ojczyzny łono. Lud rolniczy (chłopi włościanie) mieli się odtąd znaleźć pod opieką prawa i rządu krajowego, gwarantując jednakże wszystkie prawa dotychczasowe właścicielom majątków, w których chłopi żyli i pracowali. Więc na dobrą sprawę nie wiadomo było na czym by miała ta opieka polegać. A Kołłątaj ostrzegał: „Nie może być ten kraj wolnym, gdzie człowiek jest niewolnikiem”. Skądinąd nie miał chyba racji, bo społeczne i polityczne zrównanie Afroamerykanów w Stanach, w państwie wolnym niewątpliwie od początku, to dopiero melodia lat 60-tych ubiegłego wieku.
Jeśli Ustawa Rządowa cokolwiek zmieniała na korzyść to z pewnością trzeba tu wymienić zniesienie liberum veto, ale ono na dobrą sprawę nie było stosowane już od 1717 r. ( Sejm niemy), a czasach stanisławowskich ani razu. Sejmy od razu bowiem konfederowano, a w konfederacji głosowało się większością. Sejm Wielki był skonfederowany, stąd miał dwóch marszałków: Małachowskiego - Sejmu i konfederacji prowincji Korony oraz Sapiehę – marszałka konfederacji Wielkiego Księstwa Litewskiego. Z pewnością nadano władzy wykonawczej bardziej racjonalny charakter, tworząc konstytucyjnie Straż Praw z królem na czele, ale jako panującym – bez odpowiedzialności nie tylko przed Sejmem, ale i przez narodem.;
Kluczem do zrozumienia Konstytucji 3 Maja jest osoba Stanisława Augusta, który nota bene projekt Ustawy Rządowej przygotował przy pomocy swego sekretarza Scypione Piattolego. Bezpośrednio w redagowaniu tekstu ostatecznego uczestniczyli Potocki, Małachowski i Kołłątaj, ale osoba króla jest tu centralna. A zamarzyła mu się dynastia. Królem dziedzicznym być nie mógł – zaprzysiągł przecież Artykuły Henrykowskie, które wprowadziły zasadę wyboru panującego przez ogół obywateli (wówczas szlachty), ale całkiem nieźle kombinował po nieco innej linii: tron przejdzie na infantkę Marię Wiktorię Nepomucenę, i to zapisano, a później się jakoś już jej księcia Józefa przyżeni. Tak jak przed wiekami Jadwidze Władysława Jagiełłę, a później Annie Jagiellonce Stefana Batorego – i Poniatowscy będą dziedzicznymi królami, jak we Francji, czy w Anglii. Jednym słowem: my z bratankiem na czele i jakoś to będzie… Duch epoki wiał już jednak całkiem inaczej. Trzy lata później stracił głowę Ludwik XVI, a szlachta angielska też nie raz jeden z tronu strącała przecież swoich pomazańców.


Dzieło Stanisława Augusta, a tym samym i Sejmu Wielkiego, było w wielu punktach bardzo niejednoznaczne, ten brak precyzji był na pewno zamierzony (w pierwszej chwili nie wiadomo było np. co znaczą słowa: elekcja przez familię, gwarantowano wolność religijną, ale katolicyzm miał być religią panującą - ba, odstąpienie od wiary panującej miało być karane ), ale stosunkowo najlepiej się czyta postanowienia dotyczące właśnie pozycji króla, rządu i armii. No cóż, punkt widzenia zależy przecież od punktu siedzenia…

Ale „(…) wolni od hańbiących obcej przemocy nakazów, ceniąc drożej nad życie (…)”
swoje zrobiło: Nic to, że tryb uchwalenia Konstytucji był skandaliczny - Konstytucja zniszczona przez wroga, na dodatek przy pomocy zdrajców, stała się dobrem utraconym. A przecież byliśmy razem: Vivat król, vivat Naród, vivat wszystkie stany. Pod piórem artystów, pędzlem malarzy stała się tym, czym jest: symbolem i powodem do dumy. A ulubiona ciocia mojej żony, Wala, zawsze trzeciego maja za komuny grała na pianinie Witaj majowa jutrzenko i wszyscy wzruszeni śpiewali… i tak już pozostanie.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...